piątek, 1 grudnia 2017

311. Podsumowanie - listopad 2017

I zaczynamy grudzień. Nie wiem jak u Was, ale u mnie jest śnieg. Mały, bo mały, ale jednak. Ale nie o pogodzie tutaj mowa. Skoro zaczął się grudzień, to trzeba podsumować listopad. 

Przeczytałam jedną książkę:

21. "Łodygowice na starej fotografii" Jacka Kachela

Wciąż czytam "Pod wrzosowiskami" Briana Lumleya.

Ale listopad, to nie tylko to, co czytam i przeczytałam. W tym miesiącu byłam też na Śląskich Targach Książki w Katowicach, o czym pisałam tutaj i tutaj.

Oprócz relacji z Targów napisałam też kilka słów o kolejkach potocznie zwanych stosikami.

Może się wydawać, że listopad był nudny. Nie był. I oby grudzień okazał się ciekawy. A że przed nami okres świąteczny, to kto wie, co nas czeka. ;)

czwartek, 30 listopada 2017

310. Co przybyło w listopadzie?

Ten czas. Dopiero skończył się październik, a tu kończymy listopad. Toż to straszne. Ale nie o straszenie chodzi, tylko o przechwałki, co przybyło do  przeczytania. Częściowo już pochwaliłam się tutaj, ale to nie wszystko.

Na Targach (oprócz tego, co kupiłam i dostałam) pożyczyłam też jedną książkę:


"Osiem kroków tanga" Krzysztofa Mazurka.

Drugą książką, którą się pochwalę jest świetny (już nietargowy) album:


"Łodygowice na starej fotografii" Jacka Kachela.

Może i mało, ale narzekać zacznę, jak przeczytam wszystkie zaległe kolejki. :)

poniedziałek, 13 listopada 2017

309. Targi Książki po raz drugi, czyli co przywiozłam...

We wczorajszym poście napisałam, że z Targów Książki nie można wrócić z pustymi rękami. W związku z tym wręcz muszę się pochwalić tym, co z targowych stoisk przywiozłam.

Kupiłam dwie książki:


- "Euro 2016. Przewodnik Kibica" Dariusza Rekosza;
- "Kwiat kalafiora" Małgorzaty Musierowicz.

W tej pierwszej autograf złożył Krzysztof Skiba, o czym pisałam wczoraj.

Przywiozłam jeszcze pakiet ze spotkania blogerów, w którym znalazłam :

- zakładki:





- notes i kartkę:



- drugi notes wraz z pisadłem (żeby był pod ręką do podpisów:)):

Tak, to ten sam, który we wczorajszym poście leżał obok autografu. :)

Zestaw uzupełniają dwie książki...:




- "Foresta Umbra" Pawła Jaszczuka;
- "Kosiarz" Nicholasa Irvinga i Gary'ego Brozeka.

... i dwa sympatyczne drobiazgi:




Było z czym wracać. :)

niedziela, 12 listopada 2017

308. Śląskie Targi Książki w Katowicach 2017

W tym roku po raz drugi miałam okazję uczestniczyć w Śląskich Targach Książki w Katowicach. Targi dziś jeszcze trwają, ja katowickie święto książek odwiedziłam wczoraj. Do stolicy województwa wyjechałam rano z Kasią i Korą, a na sali od razu spotkałyśmy Jacka, który wyjechał jeszcze wcześniej. Dzień minął bardzo szybko. Po powrocie z Targów przyłapałam się na tym, że więcej słuchałam, rozmawiałam i oglądałam, przez co zrobiłam niewiele zdjęć. 

Nie mogłam sobie jednak odmówić sfotografowania planu Targów:


Plan bardzo duży i jak widać nie zmieścił mi się cały, ale w zwiedzaniu Targów pomagał mi papierowy przewodnik:

 

Muszę jednak przyznać, że nawet z pomocą przewodnika nie obejrzałam wszystkich dostępnych tytułów, ale z drugiej możemy się cieszyć, że jest tyle książek do wyboru. 

Właśnie! Co robiłam, kiedy nie odwiedzałam stoisk? Z zainteresowaniem słuchałam tego, co mówili goście Targów  m. in. Zygmunt Miłoszewski:


Odwiedziłam też Forum 1, gdzie miała miejsce ciekawe spotkanie przygotowane przez Śląskich Blogerów Książkowych i portal Granice.pl - wszystko o literaturze. Tematem dyskusji były blogi i vlogi, a wszystkie uwagi i opinie warte uwagi. Zasłuchałam się w dyskusję i nie uwieczniłam spotkania na fotografiach, ale zainteresowani na pewno znajdą relacje u ŚBKów. :)

Pozostając w temacie spotkań, to muszę przyznać, że autograf uzyskałam w tym roku jeden. Od Krzysztofa Skiby, który zgodził się również zrobić sobie wspólną fotkę:



Autograf na zdjęciu poniżej:


W niebieskim notesie autografów brak, co może zmieni się w trakcie kolejnych Targów Książki, które mam nadzieję odwiedzić. :)

Książkowymi zdobyczami pochwalę się w kolejnym poście, bo z Targów rzecz jasna nie można wrócić z pustymi rękami. Dziękuję za spotkania. Cieszę się, że po raz kolejny się spotkaliśmy.

środa, 1 listopada 2017

307. Podsumowanie - październik 2017

I zaczął się kolejny miesiąc. Ciemno, nieco wietrznie i nieco nostalgicznie. Można przy herbacie zrobić krótkie podsumowanie minionego miesiąca. Przechodząc do rzeczy powiem, że w październiku przeczytałam tylko trzy książki:

18. "Morderstwa w Kontinuum" Briana Lumleya;
19. "Krąg" Bernarda Miniera;
20. "Zima Muminków" Tove Jansson.

Zaczęłam czytać "Pod wrzosowiskami" Briana Lumleya.

W październiku pochwaliłam się też stosikami. Pisałam o tym tutaj.

Pojęcia nie mam jak ten czas to robi, że tak szybko biegnie. Ale może bez narzekań, czas zacząć kolejny miesiąc.

sobota, 21 października 2017

306. Stosik październikowy

Dawno na blogu nie pojawiło się nic w temacie stosikowym, więc dzisiaj się nieco poprzechwalam. Do kolejki książek oczekujących na przeczytanie przybyły trzy.

Pierwszą z nich jest wypożyczona z biblioteki książka "Pod wrzosowiskami" Briana Lumleya.


Kolejne wyszperałam w Biedronce w dobrej cenie. Są to powieści jednej z moich ulubionych pisarek - Agathy Christie i nie mogłam sobie odmówić tego zakupu:


Książkami tymi są:
- "Kurtyna";
- "Noc i ciemność".


Nic tylko czytać w nadchodzące długie, jesienne wieczory.


niedziela, 8 października 2017

305. Brian Lumley "Morderstwa w Kontinuum"



Tytuł oryginału: „The Möbius Murders”
Wydawnictwo: 
vis-a-vis/etiuda
Rok wydania: 2014
Tłumacz: Stefan Baranowski
Ilość stron: 184
Ocena: 4/6
 
Moja przygoda z Nekroskopem powoli  dobiega końca. Przeczytałam właśnie ostatni tom cyklu. Powoli, bo pozostały mi jeszcze dwie tomy, których dziwnym trafem nie ma w bibliotece, więc polowanie nadal trwa. Ale wróćmy do rzeczy, czyli do tomu numer 18.

A ta część, może i krótka, ale jest nieco inna niż wcześniejsze, które dotąd czytałam.  Bo Harry jaki jest, to wiadomo, tu mnie nic nie zaskoczyło i nie ma nad czym przesadnie rozważać. Na plus zaskoczył mnie inny niż wcześniej typ potwora. I to nie byle jakiego – bo całkiem cwanego eks-profesora, który wykorzystywał Kontinuum w niecnych sprawach. Liczył, że nigdy nikt się nie zorientuje w tym, co robi. Bo któżby wpadł na to, że istnieje coś takiego jak Kontinuum. Ale miał pecha. Przypadkiem trafił na Harry’ego Keogha, który nie lubi odpuszczać kreaturom podobnym eks-profesorowi.

Kiedyś chyba już wspominałam, że Harry’ego nie przebije żaden inny Nekroskop, których w serii było kilku. Możnaby powiedzieć, że pomysł z walką z potworami wszelkiej maści jest po prostu nieco zużyty, ale.. Ale ten potwór jest na szczęście nieco inny, nie jest typowym wampirem z czerwonymi oczami. Choć nikt nie twierdzi, że jest łagodniejszy. Jest równie zły. I ma dość oryginalny sposób wynajdywania ofiar. Strach się bać. Harry nie miał z nim łatwo, ale nie będę zdradzać szczegółów.

Jak wspomniałam wyżej, kończy się powoli moja przygoda z Nekroskopem, zostały właściwie rzeczone dwa tomy. I, pomimo moich małych utyskiwań i marudzeń, to chyba będzie mi brakować nieco szachrajstw, cwaniactwa i zła Wampyrów i ich wszelkiej maści kumpli.

Chociaż z drugiej strony, czy na pewno dobrym pomysłem byłoby tworzenie kolejnych części? Mam wątpliwości. Ale…

poniedziałek, 2 października 2017

304. Podsumowanie - wrzesień 2017

Niemożliwy jest ten uciekająca czas! Ani się obejrzałam, a tu już drugi dzień października. A podsumowanie za wrzesień brak. Czas więc to nadrobić.

Podsumowanie będzie krótkie, bo przeczytałam tylko dwie książki:


Czytając powieść Agahy Christie przyłączyłam się do akcji "Wrzesień z Agathą".

Zaczęłam czytać "Morderstwa w Kontinuum" Briana Lumleya - kolejną książkę o Nekroskopie.
Nie kupiłam i nie wypożyczyłam żadnej książki, więc nie chwaliłam się kolejkami.

A jaki będzie październik? Zobaczymy. ;)

środa, 20 września 2017

303. Agatha Christie "Tragedia w trzech aktach"



Tytuł oryginału: „Three Act Tragedy”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Tłumacz: Anna Mencwel
Ilość stron: 240
Ocena: 5/6

Dawno nie sięgałam po twórczość Królowej Kryminału. Ale w miesiącu urodzin Agathy Christie w końcu sięgnęłam po kolejną jej powieść. A króluje w niej Herkules Poirot.

Skoro w powieści spotykamy słynnego detektywa, to nie mogło zabraknąć morderstwa.  Tych mamy tutaj aż trzy. A rozwikłać tajemnicę morderstw, oprócz naszego detektywa, próbują trzy osoby (ach te zagadki). Wśród nich jest słynny aktor – sir Charles Cartwright. Rzecz jasna zagadkę rozwikłuje jedyna słuszna osoba. Morderca sądził, że jest sprytny i wywiedzie wszystkich w pole, ale niestety mu się nie udało.

Muszę przyznać, że intryga jest świetna. Wiem, że chwalę twórczość Agathy Christie, ale z drugiej strony… Czemu miałabym tego nie robić? Rozwiązywanie jej zagadek, to po prostu ciekawe zajęcie.

A bohaterowie? Krótko mówiąc: oryginalni. Chociaż nasz aktor, o którym już wyżej wspomniałam, to wyjątkowo (przynajmniej w moim odczuciu) irytujący człowiek. I cóż ta poczciwa Egg w nim widziała? Ale podobno miłość bywa ślepa. Cóż poradzić. Zdecydowanie lepiej na jego tle wypadł pan Satterthwaite.

Szkoda, że powieść skończyła się tak szybko, a jedna rzecz mnie intryguje. Jaką karę dostał przestępca? Ale jaka by nie była, mam nadzieję, że sprawcę trzech zbrodni zabolała. A żeby się zbytnio nie zamartwiać owym uczuciem boleści, to trzeba będzie sięgnąć po kolejne kryminalne zagadki.

-----
           
Tekst został zamieszczony także tutaj: http://na-tropie-agathy.blogspot.com/

wtorek, 12 września 2017

302. John Irving "Regulamin tłoczni win"

Tytuł oryginału: „The cider house rules”
Wydawnictwo: Prószyński I S-ka

Rok wydania: 2006
Tłumacz: Jolanta Kozak
Ilość stron: 544
Ocena: 5/6


Długo, długo czytałam książkę Johna Irvinga. A kiedy już skończyłam, to aż mi się nieco smutno zrobiło, że czas się już z nią rozstać.

Zapewne niejeden czytelnik zna już historię, którą odnajdujemy na kartach tej powieści. Historię sierocińca w St. Cloud’s w amerykańskim stanie Maine, historię jego kierownika – doktora Larcha i historię jednego z jego wychowanków – Homera Wellsa. 

Doktor Larch odwalił kawał dobrej roboty, tworząc to miejsce, choć nie da się ukryć, że byłoby idealnie, gdyby sierocińce nie musiały istnieć. I nie ma się co dziwić, że każdy z jego małych mieszkańców chciałby znaleźć rodzinę. Chociaż Homer Wells wydaje się być skazany na to miejsce. W końcu tyle razy wracał. Nawet z Sadów z Widokiem na Ocean, gdzie czuł się dobrze znalazł przyjaciół i lubił swoją pracę.

„Regulamin tłoczni win” to moje drugie spotkanie z twórczością Johna Irvinga. Nie zawiodłam się i chętnie przenosiłam się za ocean, aby śledzić losy bohaterów. Można by się przyczepić do niektórych bohaterów, jak rodziny, które chciały adoptować Homera. Ale czy odegrali oni ważną rolę? Nie, skoro Homer wciąż wracał do St. Cloud’s. Bardziej martwiła mnie niezdecydowana Candy, która choć bardzo sympatyczna, to potrafiła zirytować... Przynajmniej mnie. 

Autor stworzył historię ciekawą, na szczęście nie cukierkowatą. Na pewno jest to plus tej powieści, w końcu życie nie zawsze bywa urocze. Nie wątpię, że książka jest jedną z tych, które będę dobrze pamiętać.  Czy mogę liczyć, że na kolejnych powieściach Irvinga też się nie zawiodę?

piątek, 1 września 2017

301. Podsumowanie - sierpień 2017

Sierpień dobiegł końca, czas więc na krótką przechwałkę tym, co się w tym miesiącu działo.

Przeczytałam tylko jedną książkę, a jest nią:

15. "Zbrodnia w błękicie" Katarzyny Kwiatkowskiej.

Ciekawa książka, chętnie sięgnę po inne powieści autorki.

Aktualnie czytam "Regulamin tłoczni win" Johna Irvinga.

Jeśli chodzi o kolejki, to w sierpniu do przeczytania przybyła jedna. Pisałam o tym tutaj. Jaki będzie wrzesień? To się okaże, ale skoro wieczory robią się coraz dłuższe... ;)

wtorek, 29 sierpnia 2017

300. Kolejka (?) sierpniowa

Sierpień zbliża się ku końcowi, czas więc na comiesięczne podsumowania. Dzisiaj krótko na temat książek, które przybyły do kolejki. A właściwie książki, bo przybyła jedna. Wypożyczona w bibliotece książka Briana Lumleya "Morderstwa w Kontinuum":


Ma to rzecz jasna swój plus, półka książek oczekujących na przeczytanie znacząco się nie powiększyła. ;)

wtorek, 1 sierpnia 2017

299. Podsumowanie - lipiec 2017

Kolejny miesiąc za nami. Nie do wiary, prawda?

A skoro kolejny miesiąc za nami, to czas na podsumowanie.

Przeczytałam tylko jedną książkę:


Zaczęłam czytać "Zbrodnię w błękicie" Katarzyny Kwiatkowskiej.

W lipcu nie kupiłam i nie wypożyczyłam żadnej książki, ale za to chwaliłam się zakładkami. A post zakładkowy jest tutaj.

Zawsze mogłoby być lepiej, ale może bez narzekania. Czas zacząć sierpień. :)

wtorek, 25 lipca 2017

298. Brian Lumley "Harry Keogh i inni dziwni bohaterowie"

Tytuł oryginału: „Harry Keogh: Necroscope and Other Weird Heroes!”
Wydawnictwo: vis-a-vis/etiuda
Rok wydania: 2007
Tłumacz: Katarzyna Płaza, Stefan Baranowski
Ilość stron: 320
Ocena: 3/6


Powieści, powieści, może teraz trochę opowieści.

Skończyłam piętnastą część z serii o Nekroskopie (to już tyle za mną?). Chociaż… o Nekroskopie, jak o Nekroskopie. On jest tu tylko w trzech opowiadaniach. Opowiadaniach, które są najlepszą częścią książki. Wrócił na chwilę stary, dobry Harry walczący ze złem i wszelkiej maści potworami czy innymi bandytami. Ale, że sam został zarażony i zajął się ciemniejszą stroną magii… Aż szkoda!

Ale twórczość Lumleya to nie tylko Harry. Tak się jednak złożyło, że znam tylko serię o nim i w związku z tym pierwszy raz miałam okazję spotkać się z innym bohaterem, którym jest Tytus Crow. A to bohater dość interesujący, z dość ciekawymi zainteresowaniami. Ale choć nie podzielam jego pasji, to jego perypetie w opowiadaniu „Władca robaków” śledziłam z zainteresowaniem i tutaj zaimponowały mi jego spryt i inteligencja. Niestety pozostałe dwa opowiadania nie wzbudziły większego entuzjazmu. Jednak nie odnalazłam w nich intrygującej tajemnicy.

Nieco mniejszą sympatią niż do pana Crow zapałałam do Davida Hero i Eldina Wędrowca. Całkiem sympatyczni, nieźli w tym co robią, ale ich świat i ich bajka, to nie moja… bajka. Ciekawe miejsca odwiedzają, różne przygody zapewne miewają, ale nie okazały się one dość wciągające.

Biorąc pod uwagę wszystkie opowiadania, to jak dla mnie wygrywa zdecydowanie Harry Keogh. Czy to sentyment?  Być może. Skąd więc taka, a nie inna ocena? Ano stąd, że oprócz opowiadań o Nekropskopie przypadło mi do gustu tylko jedno opowiadanie. To o Tytusie, o którym wspomniałam wyżej. Ale czy zaprzyjaźnię się z nim bardziej? Zobaczymy. Na pewno sięgnę jeszcze po serię o Nekroskopie. Zastanawiam się tylko, czy wciąż będzie się podobać? 

niedziela, 16 lipca 2017

297. Zakładki

Od czasu do czasu chwalę się zakładkami, więc dzisiaj pochwalę się nowymi nabytkami, które dostałam od Dagmary. A wszystkie są niezwykłe: 










A dodatkowo pochwalę się zakładką, którą przywiozłam ze spotkania biblionetkowego, a którą dotąd się nie chwaliłam:





Całkiem spora kolekcja. :)



sobota, 1 lipca 2017

296. Podsumowanie - czerwiec 2017

Czas niesamowicie szybko pędzi... A ja? Trochę czytam, nic nie piszę... No cóż....

W każdym razie, jeśli chodzi o czytelniczy czerwiec, to przeczytałam tylko dwie książki:

12. "Feblik" Małgorzaty Musierowicz;
13. "Balladyny i romanse" Ignacego Karpowicza.

Zaczęłam czytać: "Harry Keogh i inni dziwni bohaterowie" Briana Lumleya.

W czerwcu nie odwiedziłam biblioteki, księgarni ani książkowego spotkania, więc nie było przechwałek książkowych. Ale może lipiec będzie lepszy... Oby! ;)

czwartek, 1 czerwca 2017

295. Podsumowanie - maj 2017

Maj dobiegł końca, zaczynamy czerwiec... A czerwiec rozpocznę podsumowaniem maja. Pod względem czytelniczym był taki sobie, bo przeczytałam tylko dwie książki. Są nimi:

10. "Obrońcy" Briana Lumleya;
11. "Dotyk" Briana Lumleya.

Zaczęłam czytać "Feblik" Małgorzaty Musierowicz.

Jeśli chodzi o książkę, która przybyła do kolejki, to chwaliłam się nią tutaj.

Podsumowanie nie jest zbyt imponujące. Znów. Ale mam plan, że rozpoczęty miesiąc będzie lepszy. A jaki będzie? To się okaże. ;)

środa, 31 maja 2017

294. Stosik (?) majowy

Ostatni dzień maja... Toż to nieprawdopodobne, jak ten czas szybko leci. Ale nie o upływającym czasie tutaj mowa, tylko o tym, co w maju przybyło do kolejki. A przybyła tylko jedna książka. Wypożyczona z biblioteki kolejna część serii o Nekroskopie - "Harry Keogh i inni dziwni bohaterowie" Briana Lumleya.



Książka tylko jedna, więc koniec przechwałek. Czas szybko leci, a wyzwanie "52 książki w roku" czeka. ;)


niedziela, 28 maja 2017

293. Brian Lumley "Dotyk"

Tytuł oryginału: „Necroscope: The Touch”
Wydawnictwo: vis-a-vis/etiuda
Rok wydania: 2007
Tłumacz: Robert Palusiński
Ilość stron: 464
Ocena: 4/6

Ostatnim razem, kiedy pozwoliłam sobie napisać kilka słów o powieści Briana Lumleya, to nieco narzekałam. Ale małe zniechęcenie nie spowodowało, że rzuciłam serią o Nekroskopie w kąt. Chociaż nadal uważam, że Nekroskop jest tylko jeden, a że inni mieli takie zdolności jak on…

Może jednak trochę o książce.

Jak już kiedyś wspominałam, moją sympatię wzbudzili nieodłączni bohaterowie serii, czyli Wampyry. Tym razem jednak musiałam pogodzić się z tym, że Wampyrów nie ma w powieści. No, ale gdyby nie było dziwnego przeciwnika, z którym Wydział E musiałby walczyć, to zapewne nie byłoby książki.  A skoro jednak jest, to i na Ziemi są nieziemscy przybysze. Tym razem są to mieszkańcy odległej planety Shing. Trójka opętanych i złych Mordrich, którzy potrafią dotykiem spowodować śmierć. Kolejnym nieziemskim bohaterem jest Shania, przedstawicielka rasy Shing, pochodząca z tej samej planety co Mordri i posiadająca podobne zdolności, ale wykorzystująca je w inny sposób. Shania ma też cel. Chce zemścić się na Mordrich za to, że zniszczyli jej planetę. W jej działaniach pomoże jej Scott, który w dość intrygujący sposób odziedziczył zdolności Harry’ego Keogha i który ma też swój powód, żeby zemścić się na Mordrich, a zwłaszcza na jednym z nich. Wspomniany już Wydział E też nie pozostanie bezczynny, w końcu nieziemskie istoty i zjawiska, to ich specjalność.

Czy będę marudzić bardziej niż poprzednio?

Niekoniecznie. Z jednej strony jak już wspomniałam nieco wyżej utwierdziłam się w przekonaniu, że Nekroskop jest tylko jeden. Chociaż racja, sam jeden nie byłby w stanie zrobić wszystkiego i zwalczyć całego zła tego świata (zresztą nie tylko tego) i zapewne dlatego inni przejmują jego zdolności. Z drugiej strony ta część ostatecznie okazała się nieco ciekawsza niż poprzednia, więc narzekać nie będę.
                                                                                     
Pomysł z przybyszami z innej planety na początku wydał mi się nietypowy, ale to zapewne dlatego, że dotąd jako czarni bohaterowie niepodzielnie rządziły Wampyry. Taka zmiana to jednak plus, choć trzeba się do niej nieco przyzwyczaić. I jeśli sądziłam, że ta seria już niczym mnie nie zaskoczy, to nieco się pomyliłam.

Czy będę jeszcze sięgać po Briana Lumleya?

Właściwie to dlaczego nie? Nie wiem, czy w kolejnych powieściach pojawią się nowi bohaterowie, ale może mnie zaskoczą. Co zapewne okaże się za jakiś czas.